Miałam napisany zupełnie inny wpis – o tym, że dzikość w Warszawie jest na wyciągnięcie ręki, że można dojechać autobusem i że mieszkają tam łosie. Ale przecież nie o tym chciałam:) I mam nadzieję, że bohaterowie tego reportażu wybaczą mi, że w ostatniej chwili przed piblikacją zmieniam tekst. Bo nie to jest ważne w tej historii. Ważne są półki w dziecięcym pokoju wypełnione zczytanymi książkami, tysiącprocentowo nieprzemakalne buty i kombinezony dla dzieciaków i pstryczki elektryczne na wysokości metra. Tak, właśnie to mnie najbardziej rozczuliło i sprawiło, że polubiłam ich wszystkich od pierwszej minuty pobytu w ich domu. Polubiłam to, że rodzice siedzą z dziećmi na podłodze, że nigdzie nie było nam spieszno i że po przedmiotach było widać, że życie toczy się tam na całego. Dlatego jeszcze raz powiem: Jesteście wspaniali! Dziękuję Wam, że mogłam spędzić ten niespieszny dzień z Wami i podglądać Wasze życie<3.