Dla mnie czas, kiedy byłam w ciąży był czasem bardzo magicznym, to prawdziwie był czas oczekiwania, szykowania się na nowe, czas zdecydowanie wolniejszy od reszty mjego życia. Było tak szczególnie przy pierwszej ciąży. Doskonale pamiętam radość i ekscytacje oraz dużo, dużo spokoju. Bardzo dbałam o to, by karmić się pozytywnymi historiami porodowymi, i choć nie było ich w moim otoczeniu jeszcze tak wiele, to zbudowały one we mnie głęboką wiarę i przekonanie, że poród może być pięknym i mistycznym doświadczeniem.

Za każdym razem, kiedy pisze do mnie przyszła mama z prośbą o zdjęcia, wracam do tamtego czasu. To mój azymut, z którego mocno korzystam przy sesjach ciążowych. Zawsze zadaję sobie pytanie po co taka sesja, jaki jest jej cel? Co jest w niej najważniejsze? Dla mnie to jeden z rytuałów, które można wykonać przed rozwiązaniem, to ostatni zapis tego, kim byłyśmy przed narodzinami swoich dzieci oraz siebie samych, jako matek.  Również sobie samej zrobiłam takie zdjęcia i patrząc na nie przypomina mi się tamta ja – zupełnie nieświadoma tego czym jest macierzyństwo ani jak ogromne lekcje niesie ze sobą. I pomimo tego, że czasami jest mi bardzo trudno nie oddałabym żadnej z tych chwil.

Od spotkania z Anią minęło już sporo czasu i jestem pewna, że te fotografie będą dla niej teraz jak zdjęcia z zupełnie innej rzeczywistości, Ale znając ją wiem, że każda chwila jej obecnego życia jest źródłem ogromnego szczęścia i wielkiej nauki. Dziękuję Ci raz jeszcze za ten czas razem, za rozmowę i wspólny zachwyt nad zapachem czeremchy<3